Bouffes Parisiens
| |
Bouffes Parisiens podlegały nadal jeszcze absurdalnemu zarządzeniu, ograniczającemu ilość aktorów do czterech osób, a Olimp, zaludniony przez czterech zaledwie bogów, wydał się zainteresowanym jednak cokolwiek za ubogi. Po sukcesie Małżeństwa przy latarniach jął się Offenbach ubiegać o rozszerzenie swej licencji — które mu przyznano, a w poczuciu uzyskanej świeżo swobody dawni współpracownicy znowu się spotkali. Później jednak, podczas pracy nad drugim aktem, Halevy wycofał się. Pretekstu dla tak nagłego odwrotu dostarczyła mu świeża nominacja na sekretarza generalnego w ministerstwie do spraw Algieru, lecz właściwa przyczyna ukryta była głębiej: Orfeusz stawał się z dnia na dzień sztuką coraz bardziej śmiałą, zuchwałą, ryzykancką i — niebezpieczną. Pomyślany początkowo jako zwykła burleska, przekształcał się w oczach w otwarte oskarżenie rządu, przestrogę dla cesarza i jego dworu angielskiego nauki. Rządowy urzędnik cesarski Halevy i Halevy pisarz, krytyk swojej epoki, popadli w wewnętrzny konflikt, z którego wyzwolić mogła tylko jasna, a jednoznaczna decyzja. Powziął ją generalny sekretarz, autor zaś, który przeżył go o pięćdziesiąt dokładnie lat, nigdy nie mógł wyboru tego odżałować. Cremieux sam dokończył Orfeusza i również afisz wymieniał go jako jedynego autora. Był to człowiek posiadający wszelkie cechy charakteru, jakich współpracownik Offenbacha mieć nie powinien: apatyczny, rozmarzony, skwaśniały, drażliwy, uparty, po¬wolny i — bezgranicznie leniwy. Fakt, że ci dwaj ludzie i później jeszcze współpracowali ze sobą, tworząc dzieła tak urocze, jak Fortunio, Le Pont des soupirs (Most westchnień) czy La Foire St. Laurent, stanowić może potwierdzenie teorii, iż — podobnie jak w wypadku Gilberta i Sullivana — temperamenty przeciwne lepiej nadają się do współpracy niż podobne.
| |